Kościół pw. Świętej Trójcy

Boczna 2, 64-113 Osieczna
Pokaż na mapie
https://osieczna.parafia.net.pl/
Dodaj relację z tego kościoła
Źródła danych adresowych

Widzisz błędne dane? Wyślij maila z informacją (adres z zakładce "Informacje")

Nazwa Adres Strona
OpenStreetMap Kościół pw. Świętej Trójcy Boczna 2, 64-113 Osieczna https://osieczna.parafia.net.pl/
1 Parafii pw. Św. Trójcy w Osiecznej Frankiewicza 2, 64-113 Osieczna https://parafiaosieczna.pl.tl/
2 Parafia Rzymskokatolicka pw. Świętej Trójcy w Osiecznej ul. O. E. Frankiewicza 2, 64-113 Osieczna https://www.parafiaosieczna.pl.tl/

Oceny i komentarze (2)

Odbiór aktu chrztu/przekazanie do parafii zamieszkania (przed złożeniem apostazji)

Wysoki poziom trudności w komunikacji z proboszczem. Już na wejściu, po przedstawieniu sprawy, usłyszałam, że „niczego tu nie załatwię”. Ksiądz podkreślał, że ma tak dużą władzę, że może ignorować zalecenia swoich przełożonych i prawo kościelne. Okazał lekceważący stosunek wobec dekretu Konferencji Episkopatu Polski określającego procedurę apostazji. Zadeklarował, że jego ten dekret nie obowiązuje, bo nie było go w Polsce, kiedy był uchwalany. Najpierw skłamał, że w ogóle go nie zna i dlatego nie da mi odpisu aktu chrztu, w dalszej rozmowie wykazał się z kolei dużą znajomością jego szczegółowych zapisów. Zachowywał się bardzo infantylnie – na spokojne, grzeczne przedstawienie sprawy reagował emocjonalnie. Kiedy stwierdziłam, że w sytuacji braku możliwości kulturalnej komunikacji złożę w biurze parafialnym pisemną prośbę, którą ma obowiązek przyjąć, zaczął jak dziecko uciekać biegiem z biura, krzycząc: „nie ma mnie tu, nie ma mnie tu, niczego nie przyjmę!” Słysząc informację o tym, że w sytuacji odmowy przyjęcia prośby, po prostu zwrócę się z nią do jego przełożonych, stwierdził, że niczego nie odmawia, po prostu niniejszym zmienia zasady funkcjonowania kancelarii i apostatów przyjmuje tylko we wtorki (był piątek), a sprawą będzie mógł się zająć dopiero kiedy ją „przemodli”. Podczas całej rozmowy pozwalał sobie na seksistowskie uwagi w moim kierunku, mówiące m.in. o tym, że kobietom nie można ufać, że tylko mężczyźni dotrzymują zobowiązań. Mimo mojego sprzeciwu zwracał się do mnie zdrobnieniem mojego imienia, a do siebie kazał mówić „proszę księdza”. Po tym spotkaniu złamał przepisy dekretu KEP ws. przetwarzania danych osobowych w Kościele katolickim – rozpowiadał wokół, że zamierzam wystąpić z Kościoła, gnębił moją rodzinę, zbierał informacje na mój temat. Ostatecznie zdobyłam odpis aktu chrztu, a w mieście, w którym mieszkam, bez problemu złożyłam rezygnację z członkostwa w Kościele. Załatwienie sprawy jest więc możliwe, ale dużym kosztem trudnej komunikacji z człowiekiem emocjonalnie niedojrzałym, traktującym ludzi protekcjonalnie, przekonanym o własnej wyższości i bezkarności.

kobieta, 34 lat, wykształcenie wyższe trudność: trudno
Złożenie aktu apostazji

Wraz z siostrą wybrałem się do rodzinnego miasteczka w celu złożenia oświadczenia o zamiarze wystąpienia z kościoła. Spotkanie z proboszczem przebiegło bardzo trudno i skończyło się bezprawnym i złośliwym przedłużeniem procedury oraz masą stresu. Ksiądz okazał się obrzydliwym seksistą, antyszczepionkowcem i konserwatystą, ale także, kolokwialnie mówiąc, chamem i prostakiem. Na wstępie (już po poinformowaniu nas, że on szczepił się w konfesjonale i nam również to zaleca), kiedy pokazaliśmy mu elegancko wydrukowany dekret ws. wystapień z kościoła (będącym przecież dekretem episkopatu, a więc częścią ich własnego porządku prawnego), ten stwierdził, że mamy mu tego nie pokazywać bo on i tak tego nie zna i on ma własne procedury. Zapowiedział nam, że nic z nim nie załatwimy bo on musi sobie wszystko sam poczytać i wymodlić. Kiedy powiadomiliśmy go o tym, że ma obowiązek przyjęcia oświadczenia oraz wydania nam odpisu aktu chrztu, gdyż w innym przypadku poprowadzimy sprawę drogą skargi do kurii, ten bez ogródek poinformował nas, że jest misjonarzem, i tyle w życiu widział, strzelano do niego i rzucano kamieniami, że on się żadnej kurii nie boi i mamy go nie straszyć. Poinformował nas jednak, że mamy wrócić do niego po kilku dniach a sprawę załatwimy. Nie darząc tego człowieka zaufaniem, zaczęliśmy podpisywać przy nim oświadczenia, jak procedura nakazuje, gdyż cały nasz powrót po kilku dniach miał polegać na zrobieniu dokładnie tego samego, co mogliśmy zrobić wtedy od ręki. W tym momencie ksiądz wstał i zaczął uciekać z biura parafialnego, krzycząc, że w takim razie jego tu nie ma, niczego od nas nie przyjmie. W odpowiedzi jasno i wyraźnie zapytaliśmy, czy odmawia przyjęcia oświadczeń. Ksiądz wystraszył się wtedy, że rozmowa jest nagrywana, o co z resztą niezgodnie z prawdą nas oskarżył, i zaczął negować odmowę, ponownie tłumacząc się nieznajomością procedur (które jakiś czas później magicznie wyrecytował z pamięci) oraz koniecznością wymodlenia się za nas. Koniec spotkania oscylował wokół rzucania w naszym kierunku przez księdza seksistowskich tekstów oraz mowy nienawiści i próbach wybielania się w naszych oczach. Ostatecznie przystaliśmy na powrót, chcąc przekonać się, czy dotrzyma słowa. Sprawę ostatecznie udało się załatwić, jednak drugie spotkanie również przepełnione było prostackimi i złośliwymi docinkami ze strony księdza. Zachowanie księdza było poza tym nadzwyczaj aroganckie i dziecinne, podczas finalnego podpisywania przeze mnie oświadczenia nie pozwolił mi użyć leżącego na biurku długopisu, gdyż, cytuję, "nie chce żeby był skażony moją osobą". Oczywiście sprawy tak nie zostawimy i mamy nadzieję, że ksiądz może spodziewać się dużych problemów.